Dzień z życia intro
Tak czytam te wspaniałe artykuły o introwertykach i mam wrażenie, że i tak nic one nie wnoszą.
Nie wnoszą w moje życie bo ono nadal będzie takie samo, tylko nie wnoszą nic w otoczenie osób, które mnie codziennie "osaczają".
No ale dobra dzień z życia intro:
Wracamy ze sklepu.. w czwórkę ja, mąż i dzieci. Wchodzimy do kuchni i już robi się bałagan bo to co kupione zostaje rzucone na podłogę. Małą trzeba rozebrać bo marudzi, duża już pyta o obiad kiedy będzie. Mąż jeszcze musi zrobic " coś " na dworze. I jestem sama.. a jednak z wielkim chaosem. Robię się nerwowa ale zaciskam zęby i robię obiad, małej daje piciu itd.
Niby codzienność w wielu domach, rutyna no przecież musi się coś dziać. Tyle tylko że od kilku lat dzieje sie ten chaos codziennie, bez urlopu bez samotności, ktora jest mi jak tlen.
No to po co ci było zakładać rodzinę ktoś zapyta.
No po to żeby kochać i być kochanym tylko nikt nie powiedział, że jestem intro, że będzie aż tak trudno.
Mąż mówi idź do pracy jak ci źle..
Brzmi to jak nóż w plecy, każda matka potwierdzi że przy dzieciach w dużym domu z dużym ogrodem NIE WCZASUJEMY.
Z resztą zbyt dużo by tu pisać i tak introwertyka nikt nie zrozumie. Czasem sama nie mogę pojąć kim jestem, dlaczego nic mi nie wychodzi tak jakbym chciała. Skąd we mnie ta blokada po dzieciach. Gdzie ten dawny luz, uśmiech, śmiech..
Nie, nie żałuję tego co mam, żałuję że nie mam już odrobiny dawnej siebie, tyle chciałam zrobić.. dziś jakby bez życia, bez energii. Żyje już nie dla siebie tylko dla nich. Kocham ich nad życie.
Tylko gdzie w tym wszystkim jestem prawdziwa ja..?
Komentarze
Prześlij komentarz